Tyle że ogród nie zatrzymuje się w dniu wykonania.
Rośliny rosną, liście opadają, kora się rozkłada, wiatr nanosi kurz, drobiny gleby i nasiona. To, co dobrze działało na świeżo założonej rabacie, po kilku latach zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
I właśnie dlatego na rabatach roślinnych najczęściej z mat rezygnujemy.
Mata chwasty ogranicza. Tylko nie na zawsze
Warto zacząć od uczciwego stwierdzenia: mata rzeczywiście może ograniczyć część chwastów wyrastających z gleby. Zwłaszcza na początku.
Nie oznacza to jednak, że po jej zastosowaniu rabata przestaje wymagać pielenia.
Na powierzchni maty z czasem odkładają się liście, fragmenty kory, pył, ziemia i rozłożona materia organiczna. Powstaje cienka warstwa, w której bardzo dobrze mogą kiełkować nowe rośliny — również te, których akurat na rabacie nie planowaliśmy.
Chwast nie musi więc przebić się od dołu. Może po prostu wyrosnąć od góry.
Każdy, kto próbował po kilku latach wyciągać chwasty z rabaty wyłożonej włókniną, zna też drugi problem: ich korzenie potrafią przerosnąć przez strukturę materiału. Zamiast łatwego pielenia mamy wtedy korzeń zaplątany w matę.
Czyli dokładnie to, czego chcieliśmy uniknąć.
Gleba to nie tylko podłoże pod rośliny
W projektowaniu ogrodu interesuje mnie również to, co dzieje się poniżej poziomu rabaty.
Gleba jest środowiskiem życia. Są w niej korzenie, mikroorganizmy, grzyby, drobne zwierzęta. Zachodzi rozkład materii organicznej, przepływa woda, odbywa się wymiana gazowa.
Nie chodzi o to, że po rozłożeniu przepuszczalnej maty gleba nagle „umiera”. To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie.
Po prostu nie widzę powodu, żeby w zwykłej rabacie wprowadzać trwałą warstwę tworzywa pomiędzy glebę a wszystko to, co naturalnie na nią trafia.
Liście spadają na ziemię. Resztki roślin się rozkładają. Materia organiczna wraca do obiegu. To normalny proces.
Jeżeli pomiędzy ściółką a glebą znajduje się mata, część tego procesu przenosi się na jej powierzchnię. Kora nadal się rozkłada, tylko zamiast stopniowo łączyć się z wierzchnią warstwą gleby, zaczyna tworzyć nową warstwę nad materiałem.
I właśnie w niej po pewnym czasie zaczyna rosnąć całkiem sporo rzeczy.
Rośliny też nie bardzo respektują granice wyciętych otworów
Jest jeszcze kwestia, która z punktu widzenia projektowania jest dla mnie bardzo ważna.
Rabata nie jest układem statycznym.
Jeżeli została dobrze zaprojektowana, po kilku latach powinna wyglądać inaczej niż bezpośrednio po posadzeniu. Byliny zwiększają swoje kępy, trawy się rozrastają, rośliny okrywowe zajmują wolne powierzchnie, niektóre gatunki delikatnie się rozsiewają.
To nie jest błąd. To właśnie dojrzewanie ogrodu.
Przy macie każda taka zmiana zaczyna wymagać kombinowania. Chcemy podzielić bylinę — trafiamy na włókninę. Dosadzamy roślinę — trzeba ją naciąć. Roślina okrywowa zaczyna się rozrastać — ale jej możliwości są ograniczone przez otwory wykonane kilka lat wcześniej.
Po pewnym czasie rabata przestaje pasować do układu maty.
A przecież powinno być odwrotnie: rozwiązania techniczne powinny służyć roślinom, a nie rośliny dostosowywać się do rozwiązania technicznego.
Wolę, kiedy miejsce pomiędzy roślinami zajmują… rośliny
Jednym z najlepszych sposobów ograniczania chwastów jest po prostu niedawanie im zbyt wiele wolnej przestrzeni.
Dlatego dużo ważniejsze od maty jest dla mnie odpowiednie przygotowanie gleby, usunięcie szczególnie uciążliwych chwastów przed sadzeniem, właściwy dobór gatunków i rozsądna gęstość nasadzeń.
Młoda rabata zawsze ma pomiędzy roślinami trochę pustej ziemi. Ale z czasem ta przestrzeń powinna się zmniejszać.
Rośliny okrywowe, rozrastające się byliny, trawy i krzewy zaczynają tworzyć własną strukturę. Powierzchnia gleby jest zacieniona, a dla wielu przypadkowych siewek warunki stają się po prostu mniej korzystne.
Nie daje to gwarancji „zero chwastów”.
Ale ja takiej gwarancji nie daję również klientom.
Bo jej nie ma.
A co zamiast maty?
Najczęściej stosujemy ściółkę dobraną do rodzaju rabaty i charakteru ogrodu. Może to być kora, zrębki albo inny materiał organiczny. Nie chodzi przy tym o wysypywanie przypadkowo grubej warstwy wszystkiego, co akurat jest dostępne w markecie.
Ściółka ma ograniczyć kiełkowanie części chwastów, zmniejszyć parowanie i osłonić powierzchnię gleby. Z czasem się rozkłada i trzeba ją uzupełniać.
I dla mnie to akurat zaleta, a nie wada.
Jest elementem ogrodu, który się zmienia razem z nim.
Przy odpowiednio gęstej, dojrzałej rabacie potrzeba jej zresztą z czasem coraz mniej, bo znaczną część gleby zaczynają osłaniać same rośliny.
Nie obiecuję ogrodu bez pielęgnacji
To chyba najważniejsza część całej historii.
Da się zaprojektować ogród stosunkowo łatwy w utrzymaniu. Można dobrze dobrać rośliny, ograniczyć powierzchnię trawnika, odpowiednio zaplanować nawierzchnie, ściółkować rabaty i tak komponować nasadzenia, żeby po kilku latach tworzyły stabilny układ.
Ale ogród nadal pozostaje ogrodem.
Coś będzie rosło szybciej, niż zakładaliśmy. Coś się wysieje. Coś innego zniknie. Pojawi się mniszek, siewka klonu albo roślina przyniesiona przez ptaki.
Od czasu do czasu trzeba będzie coś wyrwać, przyciąć albo przesadzić.
Zresztą im dłużej projektuję ogrody, tym mniej przekonuje mnie samo założenie, że najlepszy ogród to taki, przy którym człowiek nie musi nic robić. Drobna pielęgnacja to także obserwowanie zmian, dotykanie roślin, sprawdzanie, co właśnie kwitnie, co się rozrosło, co wymaga reakcji.
Nie każdy musi traktować pielenie jak medytację. Ja też bym z tym nie przesadzała. Ale kilka chwastów nie jest katastrofą, którą trzeba powstrzymywać za pomocą warstwy tworzywa na całej powierzchni rabaty.
Czy geowłókniny są więc niepotrzebne?
Absolutnie nie.
I zależy mi na tym rozróżnieniu, bo geowłóknina jest normalnym materiałem technicznym i w wielu miejscach ma bardzo konkretne zadanie.
Może służyć do separacji warstw konstrukcyjnych, w rozwiązaniach drenażowych, przy niektórych nawierzchniach czy w innych zastosowaniach inżynieryjnych.
Nie mam więc problemu z geowłókniną.
Mam problem z pomysłem, że powinna być automatycznie rozkładana pod każdą rabatą, bo dzięki temu ogród będzie „bez chwastów”.
To po prostu nie jest sposób, w jaki działa ogród.
Dlatego w naszych rabatach najczęściej jej nie ma
Wolę dobrze przygotować ziemię, zaprojektować odpowiednio gęste nasadzenia, zastosować właściwą ściółkę i założyć, że przez pierwsze sezony ogród będzie wymagał regularnej pielęgnacji.
Potem sytuacja zwykle się zmienia. Rośliny zaczynają zajmować przestrzeń, rabata dojrzewa, gleba jest coraz lepiej osłonięta.
I po kilku latach nie musimy zastanawiać się, jak wydobyć spod rozrośniętych krzewów kilkadziesiąt metrów kwadratowych starej włókniny.
Dla mnie to wystarczający argument.
Nie projektujemy ogrodu na dzień odbioru.
Projektujemy go również na to, co wydarzy się później.